Wiolonczela mieni się w kolorach (PL)

Relacja z IX Międzynarodowego Konkursu Wiolonczelowego im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie

Szwajcarka Chiara Enderle – oto zwyciężczyni tegorocznej edycji wiolonczelowego konkursu! Polak Dominik Płociński wraz z Hiszpanem Víctorem Garcíą Garcíą zajęli drugie miejsce, Nowozelandczyk Edward Alexander King – trzecie. Jednak nie tylko nagrody się liczą, taka impreza to o wiele więcej! 

GQ9I4126_Laureaci_Nagrody

Od lewej: Agnieszka Kozło, Edward Alexander King, Victor Garcia Garcia, Chiara Enderle, Dominik Płociński / Fot. Artur Pawłowski

Wieczorem 20 lutego Sala Wielka Zamku Królewskiego w Warszawie wręcz pękała w szwach od licznie zgromadzonych tam słuchaczy. Na honorowych miejscach zasiedli jurorzy odbywającego się co dwa lata Międzynarodowego Konkursu Wiolonczelowego im. Witolda Lutosławskiego – siedmiu wybitnych wiolonczelistów (Tsuyoshi Tsutsumi z Japonii – przewodniczący, Jesús Castro-Balbi z USA, Jens Peter Maintz z Niemiec, Philippe Muller z Francji, Daniel Veis z Czech, reprezentujący Polskę i Hiszpanię Roman Jabłoński, a także założyciel konkursu Kazimierz Michalik) oraz dyrygent Kazimierz Kord. W skład tegorocznego Jury wchodził również Bartosz Koziak, laureat pierwszej nagrody z 2001 roku, który w tym momencie zajął jednak miejsce wśród wykonawców. Rozpoczął się uroczysty Koncert Inauguracyjny. Usłyszeliśmy Preludia i fugę na 13 instrumentów smyczkowych patrona konkursu. Pod batutą Andrzeja Bauera dzieło zabrzmiało w znakomitym wykonaniu orkiestry składającej się z czołówki młodych, polskich solistów – owoc Kursów Mistrzowskich Festiwalu Łańcuch. Po przerwie natomiast miały miejsce prawykonania dwóch utworów skomponowanych dla Warszawskiej Grupy CELLONET.

fot. Artur Pawłowski

Pierwszy z nich to bogaty w ciekawe eksperymenty brzmieniowe Plexus autorstwa nadal dyrygującego Andrzeja Bauera, drugi zaś nosi tytuł Wolność. Jego twórca – Marcin Masecki – także osobiście go poprowadził, grając jednocześnie na pianinie.  Zaskoczył publiczność humorystycznymi pomysłami typu wkomponowanych w utwór rytmicznych okrzyków wykonujących go wiolonczelistów czy sprowokowanie słuchaczy do aplauzu poprzez zasugerowanie wydłużonym ukłonem finału, który okazał się jednak tylko wewnętrznym elementem kompozycji, mającej trwać jeszcze długo. Mnie natomiast nurtował tytuł, a jego zagadkowość prysła dopiero, gdy usłyszałam radiowy komentarz kompozytora: otóż słowa „wolność” nie należy w tym przypadku rozumieć w znaczeniu angielskiego „freedom”, ale raczej „slowness”, jako że ideą jest tutaj zwolnienie czasu.

Konkurs bliski prawdziwemu festiwalowi

Rankiem następnego dnia rozpoczęły się przesłuchania, które zgodnie z powitalnym życzeniem dyrektora imprezy, pana Bogdana Pałosza, pozostaną w mojej pamięci bardziej jako międzynarodowy festiwal niż konkurs. Ile wspaniałych doznań muzycznych czekało słuchaczy w trakcie czterech dni pierwszego etapu, dwóch dni drugiego i wreszcie podczas uroczystego finału tych wiolonczelowych zawodów! Ile pięknej muzyki w tak różnorodnych wykonaniach! Do tego ciepła atmosfera sprzyjała interesującym dyskusjom na widowni i w kulisach, nie mówiąc już o otwartości samych jurorów, którzy po ogłoszeniu wyników poszczególnych etapów zapraszali młodych ludzi do rozmowy (tych, których udział w konkursie na danym etapie się zakończył) i udzielali im jakże cennych wskazówek na przyszłość. Wspomnę także, że dzięki Mikołajowi Pałoszowi i jego kolegom, z którymi eksperymentuje on na polu muzycznej improwizacji, nie zabrakło również miejsca na luźną imprezę towarzyszącą.

Ale od początku. Najpierw w Sali Koncertowej Zespołu Szkół Muzycznych im. Karola Szymanowskiego każdy z uczestników zaprezentował się w Wariacji sacherowskiej Lutosławskiego, obok niej wykonując jeszcze obowiązkowo Largo z Sonaty g-moll Chopina, allemande i courante z dowolnej suity wiolonczelowej Bacha oraz jedną z Sonat Boccheriniego. Wystąpiło z tym programem 36 uczestników w wieku do 24 lat, pochodzących z Łotwy, Francji, Korei Południowej, Wielkiej Brytanii, Kanady, Szwajcarii, Hiszpanii, Rosji, Holandii, Nowej Zelandii, Turcji, USA, Japonii, Ukrainy, Włoch, Niemiec i Polski.

Z pięciu naszych rodaków do drugiego etapu konkursu przeszedł jedynie Dominik Płociński – student Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a obok niego w Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej wystąpiło piętnastu wybrańców z innych krajów. Tutaj utworem obowiązkowym było Grave Lutosławskiego oraz zamówione specjalnie na konkurs Obbligato Weroniki Ratusińskiej-Zamuszko. Ponadto uczestnicy wykonali po jednym utworze z polskiej muzyki współczesnej i po jednej z sonat do wyboru, z których największym powodzeniem cieszyły się kompozycje Beethovena, Brittena i Schuberta.

W finale, zgodnie z regulaminem, usłyszeliśmy czterech wiolonczelistów z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej pod batutą młodego dyrygenta Rafała Janiaka. Miało to miejsce już w Sali Koncertowej Filharmonii – i całe szczęście, bo słuchaczy przybyło zdecydowanie więcej niż krzeseł na widowni ona mieści. Atmosfera była rzeczywiście wspaniała – wielkie emocje wśród ludzi w każdym wieku!

GQ9I3826_CHIARA ENDERLE

Chiara Enderle (wiolonczela), Rafała Janiak (dyrygent), Orkiestra Filharmonii Narodowej w Warszawie / fot. Artur Pawłowski

Finaliści mieli do wyboru po jednym z trzech koncertów. Dominik Płociński (obecnie już laureat II nagrody ex aequo) wystąpił jako pierwszy ze swoim świetnym, energicznym i szczerym wykonaniem utworu Witolda Lutosławskiego. Następnie Szwajcarka Chiara Enderle (studentka Jensa Petera Maintza) niezwykle przekonująco przeniosła słuchaczy w świat Koncertu Roberta Schumanna, zdobywając I miejsce. Po przerwie natomiast czekały nas dwa wykonania Koncertu wiolonczelowego D-dur Józefa Haydna. Pierwsze zaprezentował najmłodszy z finalistów, grający wysmakowanym dźwiękiem 19-latek, Víctor García García z Hiszpanii (II nagroda ex aequo), drugie natomiast przedstawił Nowozelandczyk Edward Alexander King (III miejsce), intensywnie przykuwając uwagę słuchacza w czasie trwania całego dzieła.

GQ9I4275_FOTO_Zbiorowe

Laureaci, jurorzy i organizatorzy IX Międzynarodowego Konkursu Wiolonczelowego im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie / fot. Artur Pawłowski

Wokół Obbligato, czyli trochę o muzycznym cytowaniu

Od dawna z zainteresowaniem przyglądam się, jak program Konkursu ewoluuje. Początkowo w pierwszym etapie nie było w ogóle utworu Witolda Lutosławskiego, jego Wariację sacherowską wykonywano w drugiej części przesłuchań, a Grave w finale, obok koncertu. Szybko jednak ustaliła się reguła równomiernego rozłożenia utworów autorstwa polskiego kompozytora na trzy etapy. Następnie akompaniament fortepianowy w Sonatach Boccheriniego zaczęto stopniowo zastępować realizowaniem basso continuo przez drugą wiolonczelę. Teraz jest to już warunkiem, zatrudniono nawet specjalnych wiolonczelistów-akompaniatorów. W tym roku Magdalena Bojanowicz i Mikołaj Pałosz znakomicie sprawdzili się w tej roli. Ponadto coraz więcej proponuje się do wyboru kompozycji ze współczesnej muzyki polskiej. Od 2005 roku przyjęła się tradycja zamawiania u kompozytorów specjalnego utworu na Konkurs.

Tegoroczne Obbligato Weroniki Ratusińskiej-Zamuszko jest kompozycją naprawdę trudną technicznie. Obserwujemy w niej cały przegląd wirtuozowskich przebiegów, niewygodnych konfiguracji wielodźwiękowych, arpeggia, szybkie przerzucanie smyczka z najwyższych do najniższych strun itd., a w tym wszystkim obeznany z literaturą wiolonczelową słuchacz łatwo wychwytuje ewidentne cytaty z Koncertów Schumanna i Szostakowicza. Nie są to jednak frazy z tematów, lecz charakterystyczne fragmenty wirtuozowskich przejść. Autorka wprowadziła mnie tym w pewną konsternację i wiem, że nie byłam w swych odczuciach odosobniona.

Jakże trafnym żartem muzycznym w tym kontekście stała się zaimprowizowana przez Edwarda Alexandra Kinga kadencja w I części Koncertu D-dur Haydna, którą wiolonczelista wykonał w finale Konkursu! Odważnie wplótł on przebiegi z Obbligato pomiędzy motywy Haydnowskie, czym wywołał rozbawienie wśród kojarzących utwór słuchaczy, oczywiście także jurorów. I tym sposobem muzyczne cytowanie stało się dla mnie niezapomnianym elementem tegorocznej imprezy. Wprawdzie pomysł Nowozelandczyka mógł spotkać się z krytyką za tzw. efekciarstwo, mnie jednak bardzo ujął trafnością dowcipu i dowodzącym nieprzeciętnej muzykalności wykonaniem.

Lev Sivkov i Agnieszka Kozło / fot. Artur Pawłowski

Podsumowując wydarzenie, chciałam zaznaczyć, że młodzi wiolonczeliści zaprezentowali w Warszawie tak wysoki poziom, iż po drugim etapie wręcz przykro było usłyszeć nazwiska jedynie czterech wyłonionych przez Jury finalistów – tak bardzo chciałoby się choć raz jeszcze zatopić w muzyce także kilku innych uczestników! Zdecydowanie największy niedosyt w tamtym momencie pozostawił mi Lev Sivkov – pochodzący z Nowosybirska Rosjanin, którego wspaniałą technikę gry doskonale pamiętam z 2005 roku, gdy w wieku 14 lat wziął udział w warszawskim Konkursie Lutosławskiego po raz pierwszy, zdobywając wówczas Nagrodę Specjalną Jury. W ciągu ośmiu lat niesamowicie się zmienił, przyjechał do nas teraz z Zachodu (studiuje w Niemczech i we Włoszech) jako niezwykle dojrzały muzyk. Jego piękne wykonanie Sonaty a-moll Schuberta w drugim etapie Konkursu wprost wbiło mnie w fotel. Uchylając rąbka tajemnicy z toczących się w kulisach rozmów, dodam, że uczestnik ten chyba jako jedyny dostrzegł w utworze Ratusińskiej-Zamuszko cytaty z kilku innych jeszcze, mniej znanych utworów wiolonczelowych. Czy może o to chodziło w interpretacji tego dzieła…?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s